7.04.A.D.
2019
A
tych zwycięzców
Jest
przecież krocie
I
znów nowa Parafiada
I
podium czeka
Jeszcze
w Kościele
Pod
wezwaniem
Biskupa
Męczennika
Jeszcze
Poranna Msza
Poranna
Święta Msza
Pasterz nadzieje
Z
Bogiem zaczęty
Ów
szczególny dzień
Jest
Siódmy Kwietnia
To
dzień skąpany
Gorącym
Wiosennym słońcem
Hojnym
zasobnym
Po
Nieba Skłon
Po
próg
Po
brzeg
I
Nestor Sportu
Pan
Jasiu Juwa
U
którego wszystko
Jest
takie proste
I
takie jasne
Prosił
o dobrą
Na
ten dzień pogodę
Zasiadając
w czasie
Intencyjnej
Mszy Św.
W
pierwszej
I rad też że śpiewa
Bogu na chwałę
Gniewski Chór
Z Jadwigą Mielke
I
nic tylko patrzył
Na
ołtarz prosto
Szukając
oparcia
I
zrozumienia
I
chyba wszystko
Załatwił
dobrze
Załatwił
od ręki
I
załatwił z miejsca
A
zaraz za nim
A
każdy orzeł
A
każdy sokół
Niczym
i chłód
Za
Mistrzem Janem
Za Mistrzem
Krzysztofem Luchowskim
I
wyrwie do przodu
Na
hasło
Start
Bez
namysłu
Od
razu
Z
każdego domu
Cichych wioskach
Budzi
się geniusz
Budzi
się mistrz
Tylko
wyzwaniu swemu
Trzeba
sprostać
Zdecydowanie
A zbudzi się
Na skalę świata
Kolejny kolejny
Robert Lewandowski
Trzeba ich znaleźć
Trzeba do nich dotrzeć
Trzeba zawezwać
Ażeby mogli
Zawsze
Sprostać
Prosto na podium
I
jeszcze z piłką
Dogadać
się trzeba
Żeby
posłusznie
Bez
kantów
By
chciała jeszcze
Na
oczach wszystkich
Po
prostu wpadać
Do
właściwej bramki
A
nie lawirować
Nie
kołować w powietrzu
Jako
ten kolejny lot
Zupełnie
bez sensu
I
wtedy jest to
Zmierzenie
okiem
Zmierzenie
okiem
Przez
Mistrza Jana
I
oto zawodniku
Masz
przechlapane
Bo
oto przeszła
To
już ustawia się
W
postaci nagród
Najnowsze
wzory
I
wprost z kartonów
Wyglądają
puchary
No
i ten bilans
Bardzo
oczywisty
A
satysfakcja
A
satysfakcja
Co
najmniej
I
podliczają punkty
Sędziowie
Kto
nie ma punktów
Przegrywa
i jest biedny
Bo
przecież także
I
na tym Placu Boju
Liczą
się tylko
Liczą
się tylko
A
tych zwycięzców
Jest
przecież krocie
Ale
też czasem
Orłów
Sokołów
Przerżnęła
z kretesem
Mecz
z dziewczynami
I
Mistrz Jan wprawdzie
I
aż ręka w kieszeni
Coś
bezwolnie maca
I
do tabeli
Podchodzi
Z niedowierzaniem
Z niedowierzaniem
I
z niedowierzaniem Obwieszcza
Obwieszcza
światu
I
jest to niestety
O moje Orły
Ja
Wam współczuję
I
nie zazdroszczę
Być
w Waszej skórze
Kaprysów
piłki
Gdy
uderzenie
Niezdecydowane
To
wtedy piłka
To
wtedy piłka
Jak
chce tak biegnie
I
sama sobie
Kazimierz
Górski
Jakże
o tym wiedział
I
swoim zawodnikom
Jakże
zawsze
I wszystko zawsze
Wydarzyć
się
Dopóki
piłka
I
to ta szansa
Recepta
jak smutki
I
zmartwienie przegnać
Zanim
sędzia
Obwieści
koniec meczu
Mimo
wszystko
By
miast
Tracić wszystko
By
zyskać wszystko
Dopóki
jeszcze
Na Ciebie czeka
Stanisław J. Zieliński
Tekst
Stanisław Józef Zieliński
8.04.2019
r.



































































